2 września 2011 roku, 15:05
Drogi pamiętniczku,dziś rano dowiedziałam się, że dziewczyny wczoraj się pokłóciły. Nie chce by moje problemy stały się ich problemami. Wiesz o co się pokłóciły? O to co stało się wczoraj obok sali. O Paula. I o Samanthe. Sasha nie powiedziała tego wprost, ale Ashley mówi, że oskarżyła Samanthe o branie narkotyków. Dziewczyny nie wiedzą co stało się dosłownie kilka dni temu....
Pisałam Ci...
Paul się tak napił i naćpał, że trafił do szpitala. Cioci Sue jak na nią mówimy wtedy nie było i to ja odebrałam telefon. Paul miał wtedy szczęście, był o mały włos od śmierci. Byłam załamana...
Za chwilę kończę lekcje. Postanowiłam się przejść na cmentarz do rodziców...Ech...
Gdy zadzwonił dzwonek Katerina szybko się spakowała. Tak bardzo się śpieszyła, że nie zauważyła chłopaka przechodzącego obok jej sali. Wpadła na niego upuszczając książki.
- O matko przepraszam, niezdara ze mnie. - Mateusz uśmiechnął się.
- Nie szkodzi. - Widząc zakłopotanie dziewczyny powiedział: - Właściwie to była moja wina. Nie powinienem przechodzić tak blisko drzwi, jeszcze mógłby ktoś mnie nimi uderzyć. - Katerina lekko się uśmiechnęła. Wiedziała, że jest cała czerwona na twarzy. Czuła się skrępowana. On był olśniewający, wyglądał tak tajemniczo, uwodzicielsko, a te jego oczy... Mateusz uśmiechnął się. Katerina zobaczywszy to jeszcze bardziej się zaczerwieniła.
-Lepiej już pójdę. - Zabrała z ziemi swój pamiętnik. Jak mogła wcześniej nie zauważyć że on spadł? Przecież to jej skarb! Zabiłaby się gdyby wszyscy a zwłaszcza ten chłopak go przeczytali!
-Mogę Cię odprowadzić? - Katerina się speszyła.- Przepraszam. - Zaśmiał się. - Nie chcę wyjść na nachalnego lub kogoś o kim źle się myśli. Po prostu pytając czy mogę Cię odprowadzić miałem na myśli po prostu czy mogę Cię odprowadzić do domu. Wczoraj jak wracałem do domu widziałem Cię. Mieszkasz niedaleko mnie.- Katerina uśmiechnęła się lekko.
-Przykro mi, ale nie idę w tamtą stronę.
-No cóż szkoda. W każdym razie służę pomocą. - Katerina nic nie odpowiedziała. Uśmiechnęła się. Gdy się odwróciła zobaczyła jak wszyscy w pośpiechu odwracają głowy. Katerina udając że tego nie widzi odeszła.
Mateusz właśnie oglądał cały księgozbiór swojego brata gdy ten wszedł do domu.
- Co ty tu robisz?- Spytał Piotr.
- To już nie można odwiedzić własnego brata? - Spytał Matt z ironicznym uśmieszkiem.
- Z tego co pamiętam to nie za bardzo za sobą przepadamy. - Piotr przyglądał się Mattowi w spokoju.
- Oj braciszku. Zawieś tą broń na chwilkę. Chcę tylko porozmawiać.
- Tak jak z tą dziewczyną w szkole?
- Jaką?
- Katriną.
- Nie kojarzę.
- Brunetka, brązowe oczy, ciemna karnacja.
- A ta! Ładna co nie? Aż chce się schrupać. - Matt uśmiechnął się jakby właśnie coś odkrył.
- Zostaw ją. Po co w ogóle tu przyjechałeś?! - Rzucił bardziej oskarżycielsko niż pytająco Piotr.
- Zabawić się. To nasze rodzinne miasto braciszku, warto trochę poszaleć. Poza tym jutro są twoje urodziny. Które to? - Piotr się poruszył.
- 162.
- Które? - Spytał Matt by zdenerwować brata. Piotr odchrząkną. Miał już dość Matta. Z największą ochotą rzuciłby się mu do szyi. - Nie myśl o tym braciszku. Dobrze wiemy kto tu jest silniejszy.
- Trzymaj się z daleka od Katriny, jasne? I od reszty osób też.
- Czemu? - Matt spojrzał wyzywająco na brata. - Podoba Ci się co?
- Nie.
- No więc o co chodzi? - Po chwili milczenia powiedział - Ashley. Ładna. Nie lubię blondynek ale szczerze ta jest słodka.
- Przestań się bawić ludźmi jakby to były jakieś zabawki.
- Ale to taka przyjemność.
- Przestań.
- Jak sobie chcesz.- Matt podszedł do drzwi. Nie odwracając się powiedział.- Ona jest tak podobna do Lexi prawda? - i wyszedł. Piotr wiedział kogo ma na myśli Matt. Alexia była jego najlepszą przyjaciółką a Matt zabił ją z zimną krwią. Wiedział, że Piotr bardzo ją lubił i dlatego ją zabił. Chciał go zdenerwować. Chciał żeby poczuł taki sam ból jak jego brat gdy to właśnie Piotr zabił Lisę dziewczynę Matta do której to Katerina jest podobna.
Katrina wróciła do domu zamyślona. Gdy poszła na cmentarz zobaczyła bukiet kwiatów leżących na grobie jej rodziców. Nie mogła...nie wiedziała kto mógł je zostawić?
-Ciociu wróciłam ! - Nikt jej nie odpowiedział. Podeszła do lodówki i zobaczyła kartkę na której było napisane:
Katerino dasz chyba sama radę przygotować sobie i Paulowi obiad, prawda? Pojechałam do szpitala. Mam popołudniową zmianę, przepraszam.
Ciocia Sue
- Jasne. Nie martw się, ale jak spalę mieszkanie to nie do mnie.
- Subtelnie. - Katrina przestraszona odwróciła się.
- Paul. Chcesz mnie do zawału doprowadzić?
- Co na obiad? - Katrina załamała ręce.
- Nie wiem. - Paul podszedł do lodówki i wyjął z niej kotlety.
- Zostaw to mnie. - Katrina wyszeptała ciche dziękuję. Już chciała wyjść, gdy pomyślała że czas porozmawiać.
- Ciocia prędzej czy później się dowie.
- Czego takiego?
- Nie udawaj że nie wiesz. Mówię o narkotykach i alkoholu.
- Przestań.
- Mam przestać? Mam tak po prostu patrzeć jak marnujesz sobie życie? Jak powoli zatruwasz swój organizm alkoholem i tymi głupimi dragami ?! O to Ci chodzi?
- Katerina...
- Chcesz zmarnować sobie życie?! Jeżeli chcesz się zabić to proszę bardzo. Idź i skocz z głupiego mostu, zastrzel się, powieść, utop...
- Katerina...
- Zrób co chcesz. Tylko proszę. Powiedz, czy rodzice by tego chcieli? - Paul nic nie powiedział. - Widzisz. Ale jak chcesz to idź zmarnuj sobie życie. Przecież ciebie to nie interesuje. To nic takiego. Zwykłe dragi.
- Myślisz, że chce tego? Nie mogę se poradzić ze śmiercią rodziców. Cały czas mam w uszach słowa które jako ostatnie im powiedziałem...
- Nienawidzę was. Zrujnowaliście mi życie. Żałuję że mnie adoptowaliście. - Zacytowała Katerina jakby uczyła się tego na pamięć
- Właśnie.
- Pamiętam ten dzień jakby to było wczoraj. Dzień wcześniej dowiedziałeś się o adopcji. Rodzice wrócili specjalnie szybciej ode mnie by Ci wszystko wytłumaczyć, ale na samym lotnisku ty pokłóciłeś się z nimi...- Katrinie głos się załamał. -... pojechali za tobą...
- Gdybym wtedy nie wyskoczył z tym tekstem. Gdybym...
- To nie twoja wina. Jasne.
- Właśnie że moja. Powiedziałem za dużo. Cały czas byłem wściekły za to że przez tyle lat mi tego nie powiedzieli. Wszystko się we mnie buzowało.- Katerina przytuliła brata.
Przy obiedzie Paul i Katrina mało ze sobą rozmawiali.Gdy Katrina zmywała naczynia po obiedzie Paul zapytał się jej czy pomoże mu pozbyć się nałogu. Katerina zgodziła się.
W poniedziałek w szkole
- Katrina! - Krzyknęła Ashley.
- Cześć. - Powiedziała Katerina.
- Od piątku nie mogłam Cię złapać. Coś się stało?
- Pomagałam Paulowi.
- Paulowi? W czym?
- Pomagałam mu pozbyć się nałogów.
- Nałogów? Jakich?
- Głównie alkohol i dragi.
- Głównie?
- Nie chce o tym rozmawiać. Zmieńmy temat.
- Okej... jak chcesz... wiesz że nowy przystojniak przyszedł do szkoły? - Powiedziała Ashley z tym swoim spojrzeniem łowczyni.
- Kto taki?
- Powiem pod warunkiem że go sobie nie weźmiesz. Ja pierwsza se go zaklepałam.
-Przyrzekam.
- Ma na imię Piotrek, to jeden z tych braci Salvatore. No wiesz... tego nowego Mateusza co z nim gadałaś w piątek.
- Jak wygląda?
- Kto?
- No ten nowy.
- Ciemne włosy, zielone oczy.
- Na prawdę dużo mi to da.
- Ech... ubiera się na ciemno. Spokojnie, nie da się go przeoczyć. Jest boski.
- Ashley powinnaś...
- To on! - Ashley odwróciła głowę przyjaciółki w stronę chłopaka idącego w ich stronę. Szedł pewnym krokiem, miał ubrane czarne okulary "Jakim cudem dowiedziała się że ma on zielone oczy?" . Wszyscy się za nim oglądali. Ashley zagrodziła mu wejście do sali historycznej.
- Cześć, jestem Ashley. Chodzimy razem na angielski no i jak widzę historię. Może Cię oprowadzić? - Piotr był speszony. Ona tak bardzo przypominała mu Lexi że ledwo zaprzeczył.
- Nie, dziękuję. Na pewno dam sobie radę.
- Szkoda, ale jakbyś potrzebował pomocy spytaj się kogokolwiek. Ktoś na pewno Ci powie gdzie jestem.
- Dzięki. - Ashley z miną pokonanej i upokorzonej zbliżyła się do Kateriny i Saszy która przyszła niedawno.
- Nic.- Podniosła rękę na znak by jej nie przerywać. - Nie mówcie. Chodźmy.
Przez całą lekcje angielskiego Katerina myślała jak wymigać się od spotkania z dziewczynami. Przyrzekała Paulowi że mu pomoże, ale nie może zostawić dziewczyn. Mogłaby powiedzieć im prawdę, ale nie jest w stanie. Jeszcze nie teraz, za wcześnie. Z jej rozmyśleń wyrwał ją znajomy głos.
- Przepraszam a ty kim jesteś? - Spytała Mrs Silva Rivera.
- Jestem tu nowy. Przepraszam za to wtargnięcie i mą nie uprzejmość. Nazywam się Mateusz Damon Salvatore, proszę na mnie mówić Matt.
- Dobrze panie Salvatore. Rozumiem, że przyszedł pan na moją lekcje by się uczyć a nie rozrabiać.
- Nie śmiałbym proszę pani.- Klasa zaczęła się śmiać.
- Cisza! Proszę usiąść na wolnym miejscu panie Salvatore. - Katerina patrzyła na Matta jak zahipnotyzowana gdy się do niej zbliżał. Usiadł za nią. Czuła jego wzrok na sobie. Czuła że robi się czerwona. Po lekcji szybko poszła do swojej szafki, odłożyła książki od angielskiego i wzięła książki od dobrego zachowania. Szybko ruszyła w stronę sali do zajęć. Nie chciała spotkać dziewczyn. Od rana ich unikała, nie wiedziała co ma im powiedzieć. Właściwie trochę czuła się głupio. Jak mała dziewczynka, która myśli że to że dała koledze gumę to sekret. Nie miała powodu by unikać rozmowy z dziewczynami, przecież dziś rano się wygadała, ale Ashley była tak zamyślona, że pewnie nawet nie zdała sobie sprawy z tego. Katerina westchnęła. Gdy weszła do sali zobaczyła tego nowego " Jak on miał na imię? Coś na P...Piter, Paul, Paweł, Piotr! Tak na pewno to było to imię!" Katerina stanęła przy oknie. Nie chciała zwracać na siebie uwagi, ale parę osób zobaczyło ją i podeszło do niej.
- Cześć Katerina. Wczoraj nigdzie Cię nie widziałam więc przekaże Ci to teraz.- Zaczęła jedna z dziewczyn. - Spotkanie cheerleaderek jest jutro po zajęciach, czyli o 16:30. Masz być już po rozgrzewce, jasne?- Katerina spojrzała wielkimi oczyma na blond dziewczynę.
- Ccco?
- Spotkanie cheerleaderek. Ashley Ci nie przekazała? Powiedziała, że Ci przekaże. - Blondynka jak i reszta dziewczyn spojrzały na nią wyczekująco.
- A tak, spotkanie... jasne... Ashley coś mówiła... zupełnie wyleciało mi z głowy...przepraszam.
- Będziesz?
- W sumie...
- To super. Pa! -Blondynka się odwróciła a reszta zrobiła to samo jakby były jej kopią.
- Ale ja...- Katerina westchnęła." Przyrzekam że zabije Ashley".Gdy się odwróciła zobaczyła jak Piotr odwraca głowę. Przez całą lekcje dobrego zachowania patrzyła na niego, ale on się nie odwrócił. Nagle pani Vega poprosiła ją by wstała i Piotra także wzięła.
- A teraz może powtórzycie co będziemy tańczyć na samym początku Jesiennego balu. - Powiedziała. Katerina stała jak osłupiała, nie słuchała Vegi od początku lekcji a teraz jak nie powtórzy co mają tańczyć zniszczy sobie średnią. Co z nią się dzieje? - Tak myślałam. Następnym razem zamiast bujać w obłokach może byście słuchali. - Nagle niespodziewanie Piotr wziął delikatnie dłonie Katriny i ustawił je równolegle do jego ciała tylko tak żeby go nie dotykały. On zrobił to samo. Katrina osłupiała spojrzała na niego. Bezgłośnie wyszeptał : " Patrz na mnie" . Katrina kiwnęła. Gdy skończyli Vega miała głupią minę. Kazała im usiąść i dalej prowadziła lekcje. Gdy zadzwonił dzwonek Katerina podeszła do Piotra.
- Dzięki, że mnie uratowałeś.
- Choć tyle mogłem zrobić. - Katrina zesztywniała. - Przepraszam, jestem nieuprzejmy. Nazywam się...
- Piotr.
- Tak. Skąd wiesz?
- W tej szkole wieści szybko się roznoszą. - Zapadła cisza. Katrina czuła się skrępowana. - Będę.. - Wskazała drzwi. - Pójdę już.
- Jasne. - Katrina ledwo co wyszła za próg i już coś ją złapało a dokładniej ktoś. Ashley. Zaciągnęła ją do toalety.
- Obiecałaś że go nie weźmiesz!
- Nikogo nie wzięłam!
- Widziałam jak z nim flirtujesz! Nie jestem ślepa!
- Dziękowałam mu za to że mnie uratował. To wszystko.
- Ccco?
- Uratował mnie przed jedynką z dobrego zachowania.
- Przepraszam, dziwnie się dziś zachowuje. Jestem zamieszana.
- Tak bardzo żeby mi nie powiedzieć o zajęciach z cheerleaderkami?
- Więc już wiesz. Przepraszam, chciałam Ci powiedzieć. W tamtym roku to Ci pomogło...
- Zerwałam wtedy z Blakiem. Zerwanie z chłopakiem a śmierć rodziców to dwie różne rzeczy!
- Przepraszam...
- Ja też przepraszam. Nie powinnam się unosić, chciałaś pomóc. - Przytuliły się.
- Co słychać u Matta?
- Co?
- Mieliście dziś angielski. Myślisz, że nic nie wiem ? Pamiętaj w tej szkole musisz być na bieżąco bo inaczej zginiesz.
- Pamiętam. Nic. Zresztą... on mi się nie podoba.
- Mam uwierzyć, że tobie Katerino Paulino Petrova Pierce nie podoba się chłopak który nazywa się Mateusz Damon Salvatore? - Ashley zaśmiała się. - Znam Cię za dobrze moja ty przyjaciółeczko żeby nie uwierzyć w coś takiego. - Znów się zaśmiała. - No więc... jaki masz plan by go zdobyć. - Ashley miała minę zaciekawionej.
- Żadnych.
- Jak to?
- Wytłumaczę to po twojemu moja droga przyjaciółeczko.Słuchaj uważnie Ashley Abigail Diamond. Chłopak który nazywa się Mateusz Damon Salvatore nie podoba mi się Katerinie Paulinie Pietrovej Pierce, zrozumiano?
- Oczywiście. No więc... fajny jakiś? - Katrina się zaśmiała.
- Jest cudowny, wszystko jest w nim cudowne. Te jego tajemnicze niebieskie oczy, to jak chodzi, mówi...
- Spokojnie, przystopuj włoszko!
- Przepraszam. - Zaśmiały się.
- Przepraszam a ty kim jesteś? - Spytała Mrs Silva Rivera.
- Jestem tu nowy. Przepraszam za to wtargnięcie i mą nie uprzejmość. Nazywam się Mateusz Damon Salvatore, proszę na mnie mówić Matt.
- Dobrze panie Salvatore. Rozumiem, że przyszedł pan na moją lekcje by się uczyć a nie rozrabiać.
- Nie śmiałbym proszę pani.- Klasa zaczęła się śmiać.
- Cisza! Proszę usiąść na wolnym miejscu panie Salvatore. - Katerina patrzyła na Matta jak zahipnotyzowana gdy się do niej zbliżał. Usiadł za nią. Czuła jego wzrok na sobie. Czuła że robi się czerwona. Po lekcji szybko poszła do swojej szafki, odłożyła książki od angielskiego i wzięła książki od dobrego zachowania. Szybko ruszyła w stronę sali do zajęć. Nie chciała spotkać dziewczyn. Od rana ich unikała, nie wiedziała co ma im powiedzieć. Właściwie trochę czuła się głupio. Jak mała dziewczynka, która myśli że to że dała koledze gumę to sekret. Nie miała powodu by unikać rozmowy z dziewczynami, przecież dziś rano się wygadała, ale Ashley była tak zamyślona, że pewnie nawet nie zdała sobie sprawy z tego. Katerina westchnęła. Gdy weszła do sali zobaczyła tego nowego " Jak on miał na imię? Coś na P...Piter, Paul, Paweł, Piotr! Tak na pewno to było to imię!" Katerina stanęła przy oknie. Nie chciała zwracać na siebie uwagi, ale parę osób zobaczyło ją i podeszło do niej.
- Cześć Katerina. Wczoraj nigdzie Cię nie widziałam więc przekaże Ci to teraz.- Zaczęła jedna z dziewczyn. - Spotkanie cheerleaderek jest jutro po zajęciach, czyli o 16:30. Masz być już po rozgrzewce, jasne?- Katerina spojrzała wielkimi oczyma na blond dziewczynę.
- Ccco?
- Spotkanie cheerleaderek. Ashley Ci nie przekazała? Powiedziała, że Ci przekaże. - Blondynka jak i reszta dziewczyn spojrzały na nią wyczekująco.
- A tak, spotkanie... jasne... Ashley coś mówiła... zupełnie wyleciało mi z głowy...przepraszam.
- Będziesz?
- W sumie...
- To super. Pa! -Blondynka się odwróciła a reszta zrobiła to samo jakby były jej kopią.
- Ale ja...- Katerina westchnęła." Przyrzekam że zabije Ashley".Gdy się odwróciła zobaczyła jak Piotr odwraca głowę. Przez całą lekcje dobrego zachowania patrzyła na niego, ale on się nie odwrócił. Nagle pani Vega poprosiła ją by wstała i Piotra także wzięła.
- A teraz może powtórzycie co będziemy tańczyć na samym początku Jesiennego balu. - Powiedziała. Katerina stała jak osłupiała, nie słuchała Vegi od początku lekcji a teraz jak nie powtórzy co mają tańczyć zniszczy sobie średnią. Co z nią się dzieje? - Tak myślałam. Następnym razem zamiast bujać w obłokach może byście słuchali. - Nagle niespodziewanie Piotr wziął delikatnie dłonie Katriny i ustawił je równolegle do jego ciała tylko tak żeby go nie dotykały. On zrobił to samo. Katrina osłupiała spojrzała na niego. Bezgłośnie wyszeptał : " Patrz na mnie" . Katrina kiwnęła. Gdy skończyli Vega miała głupią minę. Kazała im usiąść i dalej prowadziła lekcje. Gdy zadzwonił dzwonek Katerina podeszła do Piotra.
- Dzięki, że mnie uratowałeś.
- Choć tyle mogłem zrobić. - Katrina zesztywniała. - Przepraszam, jestem nieuprzejmy. Nazywam się...
- Piotr.
- Tak. Skąd wiesz?
- W tej szkole wieści szybko się roznoszą. - Zapadła cisza. Katrina czuła się skrępowana. - Będę.. - Wskazała drzwi. - Pójdę już.
- Jasne. - Katrina ledwo co wyszła za próg i już coś ją złapało a dokładniej ktoś. Ashley. Zaciągnęła ją do toalety.
- Obiecałaś że go nie weźmiesz!
- Nikogo nie wzięłam!
- Widziałam jak z nim flirtujesz! Nie jestem ślepa!
- Dziękowałam mu za to że mnie uratował. To wszystko.
- Ccco?
- Uratował mnie przed jedynką z dobrego zachowania.
- Przepraszam, dziwnie się dziś zachowuje. Jestem zamieszana.
- Tak bardzo żeby mi nie powiedzieć o zajęciach z cheerleaderkami?
- Więc już wiesz. Przepraszam, chciałam Ci powiedzieć. W tamtym roku to Ci pomogło...
- Zerwałam wtedy z Blakiem. Zerwanie z chłopakiem a śmierć rodziców to dwie różne rzeczy!
- Przepraszam...
- Ja też przepraszam. Nie powinnam się unosić, chciałaś pomóc. - Przytuliły się.
- Co słychać u Matta?
- Co?
- Mieliście dziś angielski. Myślisz, że nic nie wiem ? Pamiętaj w tej szkole musisz być na bieżąco bo inaczej zginiesz.
- Pamiętam. Nic. Zresztą... on mi się nie podoba.
- Mam uwierzyć, że tobie Katerino Paulino Petrova Pierce nie podoba się chłopak który nazywa się Mateusz Damon Salvatore? - Ashley zaśmiała się. - Znam Cię za dobrze moja ty przyjaciółeczko żeby nie uwierzyć w coś takiego. - Znów się zaśmiała. - No więc... jaki masz plan by go zdobyć. - Ashley miała minę zaciekawionej.
- Żadnych.
- Jak to?
- Wytłumaczę to po twojemu moja droga przyjaciółeczko.Słuchaj uważnie Ashley Abigail Diamond. Chłopak który nazywa się Mateusz Damon Salvatore nie podoba mi się Katerinie Paulinie Pietrovej Pierce, zrozumiano?
- Oczywiście. No więc... fajny jakiś? - Katrina się zaśmiała.
- Jest cudowny, wszystko jest w nim cudowne. Te jego tajemnicze niebieskie oczy, to jak chodzi, mówi...
- Spokojnie, przystopuj włoszko!
- Przepraszam. - Zaśmiały się.
